Drugie w historii mazowieckich literatów „Leśne Impresje”, zapoczątkowane w 2011 roku też w ostatnich dniach sierpnia, potwierdziły potrzebę dalszego ich przygotowywania. Myśl sprzed dwóch lat co prawda jeszcze nie okrzepła, ale i nie zniknęła w kosmosie pomysłów ludzi pióra na Północnym Mazowszu. Organizacja tej imprezy to prawie modelowy przykład współpracy w sferze publiczno-prywatno-społecznikowskiej, a więc tej która z ogromnym trudem przebija się w polskiej rzeczywistości. Moim zdaniem tak się dzieje, gdyż brak jest podstawowego lepiszcza jakim jest wzajemne zaufanie. Małżeństwo poety leśnika Sławka Zduna i jego żony Ani (filolożki) z Ościsłowa to jednak już wypróbowani współorganizatorzy, o miłym, wręcz urokliwym usposobieniu. To Ich rodzinne zaangażowanie i bezinteresowność pozwalają na stworzenie niepowtarzalnej atmosfery leśnego gospodarstwa, niby zwyczajnego, lecz niezwyczajnego, ale o tym dalej. To na cześć gospodarzy... Natomiast członkowie Związku Literatów na Mazowszu (ZLM), a raczej Zarząd tej istniejącej od 15 lat organizacji, to konsekwencja w trzymaniu Pegaza za uzdę… No i ważny w tym wszystkim jest nieoceniony partner dla twórców, od dziesiątków lat ich wspierający – Powiatowe Centrum Kultury i Sztuki im. Marii Konopnickiej w Ciechanowie, wraz ze swoim zapleczem osobowo–logistycznym (dyrektor Teresa Kaczorowska i jej asystentka Lonia Ząbkowska, akustyk Jan Lipski oraz kierowca Sławomir Osiecki/. Byli też na II Leśnych Impresjach w Ościsłowie zacni goście m.in: wojewódzki radny Mazowsza Benedykt Pszczółkowski, radny powiatu ciechanowskiego Marek Marcinkowski oraz ciechanowski radny miejski Dariusz Węcławski. Ten nieco przydługi wstęp ma sens, gdyż w dalszej części nie będę już dotykał wątków natury organizacyjnej. A więc proszę smakować teraz zapach hrabiowskiego lasu/wcześniej dobra Krasińskich/, ogniska, śpiewu, poezji oraz wspomnień ze zdjęć, które jak świętojańskie robaczki oświetlały naszą tęsknotę za Wieloma, których już między nami zabrakło… I jeszcze ten zapach terpentyny z ubrań - bo prosto od sztalug przyjechali z ciechanowskiego pleneru malarze /nasi z regionu i Polski/ - oraz ich zachwyt nad przyjazną spójnością i prężnością naszego środowiska literackiego. Zaczęło się od „dyrdymał”, które znalazł w promowanej podczas tych Impresji książce Wiktora Golubskiego pt. „Krzesiwo” autor niniejszego wspomnienia. Jestem przekonany, że złośliwcy, których nam nie brakuje, chwycą ten wątek i stwierdzą, że jak się zaczęło, tak i skończyło. Otóż moi drodzy nie było was, więc nie macie racji. Ci, którzy byli zostawiali - co prawda trochę zmoczone przez deszcz - świadectwa uniesień zerwanego z uzd organizacyjnych Pegaza… Wiktor przygotował się do promocji i czytania swoich wierszy tak pięknie, aż pomyślałem, że jest jakiś nierzeczywisty. Ale On wyciągał króliki poetyckie wciąż, i wciąż… Wspaniale wspierał Go gitarą inny nasz poeta, ciechanowski bard Witold Rosołowski. No, a później, my wszyscy jacyś poetycko-leśni mówiliśmy o tych wymiarach, które miar nie mają. W drugiej części leśnego spotkania w Ościsłowie Zosia Turowiecka pokazała na multimedialnych zdjęciach Nas samych, począwszy do 2008 roku. A jak się pojawił na ekranie śp. Założyciel Związku Literatów, poeta dr Alfred Borkowski, to i las przestał szumieć, i deszcz mocniej kroplił: naszymi łzami... Jedynie ta pobliska wstęga cywilizacji /trasa krajowa nr 60/ przypominała, że trzeba będzie wrócić. Tylko po co i do kogo.... no chyba, że do Ciebie cierpliwy czytelniku tych skrawków wrażeń bardzo osobistych – dzięki!
Stanisław Kęsik
fot. Zofia Turowiecka
|